• 1
  • 2
  • 3
  • 5
  • 6
  • 7
  • 9


Rose? bo tak ma na imi nasza pasaerka trafia do ?Bolowozu?, w ktrym jest jedno wolne miejsce siedzce, a plecak Rose ? trafia do ?Gucia?. Jestemy potwornie zaadowani, wic nie jest to prosta operacja. Ale po chwili ruszamy.

Droga do jeziora Turkana jest nasz tras do Ziemi Obiecanej. Wiemy z rnych rde, e to jeden z ostatnich kawakw Afryki bardzo prawdziwej, pierwotnej i plemiennej na serio. I wiemy, e do tej krainy prowadzi jedna z najpikniejszych drg na wiecie. Nie jest to droga prosta i gadka, a raczej krta, gita, dziurawa i wymagajca.

Naprawd niezwyka.

Krajobraz zmienia si jak w kalejdoskopie, gry, chmury, lasy, pustynie, wulkaniczny tuf, gazy, kamienie, czarny, ty i czerwony piach, wszelkie moliwe odmiany rolin tej strefy klimatycznej.

Po drodze mijamy tylko dwie wioski, a jedziemy cae dwa dni. Nie ma tu sklepw, stacji benzynowych, prdu, autobusw. Ludzie s tam, gdzie jest woda, ale tam, gdzie jej nie ma, te si pojawiaj.

Tutaj zmienia si te ?afrykaskie machanie? ? zaraz po nim nastpuje proba o wod. Gdy mijamy jedno z wielu wyschnitych koryt rzecznych, dowiadujemy si od Rose, e w Loiyangalani bdzie woda pitna. Wic Bart i Paweek zatrzymuj samochody i lej ludziom wod z naszych kanistrw do bukakw, baniakw i tykw.

To fajne przeycie i poyteczna obecno GloBall w tym miejscu. Wniosek jest prosty ? zawsze warto bra tyle wody, ile si da, by mc si ni podzieli z mijanymi ludmi. Tutaj woda jest dobrem ponad wszystko. Cho piki wci maj rwnie dobre notowania.

pimy na dziko, na ppustyni. Tak zawsze jest najfajniej. Straszono nas, e to niebezpieczne, e nawet na odludziu kto nas znajdzie, otoczy obz, napadnie i okradnie. Na razie przez 9 tysicy kilometrw nie spotkalimy zych ludzi. Zreszt nikt nas jeszcze w takim miejscu nie znalaz. Bo nikogo tu nie ma. Robimy kolacj, rozbijamy dodatkowy namiot dla Rose, naszej pasaerki. Gadamy. Rose jest skromna, cicha i bardzo mia. wietnie mwi po angielsku.

W rewanu za autostop z gry zapewnia nam nocleg w Loiyangalani, na czym niesamowicie nam zaley. Nie chcemy spa w campie dla turystw. Takie miejsca s zazwyczaj kompletnie nie-globall?owe. A Rose dzwoni do mamy i organizuje nam na powitanie rodzinn kolacj ze specjalnoci plemienia Turkana ? pono najpyszniejszymi rybami na caej planecie?

Rose podczas naszej wsplnej podry jest non-stop zajta. Albo rozmow z kim z nas, albo czytaniem, nauk, pisaniem lub organizowaniem powitania GloBall w wiosce (gdy komrka ma zasig, czyli tutaj prawie nigdzie).

Mijamy pierwsz wiosk obronn na naszej trasie z potn zerib, ktra nie jest potkiem z suchych akacji, wyglda jak mur z drutu kolczastego, cho to wszystko z rolin. Wewntrz mnstwo okrgych chat. Mieszka tu chyba ze 2 tysice ludzi. Co oni jedz na tej pustyni?

Odpowied nadchodzi ju po chwili na tysicach racic. Mijamy najwiksze stado krw, wielbdw i kz, jakie dotd widzielimy.

Na tyle due, e oprcz pasterzy strzeg je wojownicy z karabinami. Wjechalimy do kolejnej, innej Afryki.


Dodatkowe informacje