• 1
  • 2
  • 3
  • 5
  • 6
  • 7
  • 9

Mukuni Village


16 stycznia 2012. W Namibii gramy ostatni mecz w tzw. Pasie Caprivi.

Cay dzie ostro jedziemy w kierunku granicy z Zambi. Po drodze tylko niezbdne postoje techniczne, cho za oknami Afryka si zmienia ? coraz mniej bogatszej Namibii, coraz wicej malekich chatek i wiosek nieskaonych wspczesnoci, cho asfalt wci gadki jak st.

Nocujemy nad Okawango, na boisku szkolnym lokalnego liceum. Oczywicie za darmo ? ludzie s tu wszdzie gocinni, wystarczy si zapyta. My pytamy si o zgod dyrektora. Przy okazji pytamy o do odwitne stroje, ktre wida wszdzie dookoa ? okazuje si, e wanie skoczyy si wakacje i do szkoy z internatem zjechali si dzi wszyscy uczniowie.

Mecz gramy z chopakami w wieku 17-18 lat (to jest ?Secondary Schoool?), temperatura nie jest za wysoka, ale jestemy ju  w strefie wilgotnej ? pot leje si z nas strumieniami. Koczymy zaarty pojedynek ju po ciemku, u kresu si.

W efekcie jest 1:3 dla Namibii. Wieczorem wszyscy szybko id spa ? s wykoczeni. Z nowoci w ekosystemie ? pojawia si mnstwo robali, no i jestemy ju w strefie malarycznej ? wszyscy gorliwie smarujemy si repelentami, zapinamy moskitiery i bez litoci tuczemy moskity.

Rano pdzimy do przodu i docieramy na granic z Zambi.

To pierwsza a taka wyrana granica: za nami zostaje Afryka uporzdkowana, troch europejska, a przed nami wida od pierwszych ju metrw Afryk inn ni dotd.

Ze schludnej i zorganizowanej Namibii wjedamy do normalnego afrykaskiego kraju.

Wida to po kiepskim stanie budynkw i oglnej improwizacji w przestrzeni publicznej, a take po uzbrojonych w kaasznikowy onierzach, stranikach i policjantach.

Dojazd do Livingstone mamy opniony, ryzykujemy jazd po ciemku (zakazan w tej czci wiata przez osoby rozsdne). Dlaczego zakazan? Dowiadujemy si, dyskutujc przez chwil z ogromnym samcem sonia o tym, kto ma pierwszestwo przejazdu. So odpuszcza, i moemy jecha dalej.

Pierwszy nocleg w Zambii spdzamy w miejscu dla turystw ? musimy si wykpa, wysuszy pranie, wysa relacje via internet i zapa oddech, bo przez ostatnie tygodnie wszyscy ostro pracowali, grali mecze, robili film ? to + sama podr troch dao nam ju w ko. Na campingu spotykamy par Niemcw, ona i on. Nie udao im si zdoby wizy do Angoli, i pojechali przez Kongo. Mwi, e ?nigdy wicej?, a nam dziwnie ronie apetyt na ten kraj? Z relacji Niemcw ? ludzie s w Kongo super, ale drg nie ma i dla aut ten kraj to masakra.

Przy wodospadach Wiktorii robimy symboliczn fot Gwnej Piki GloBall.

Wodospady s najsynniejsz chyba atrakcj Zambii, i susznie, bo natura w tym miejscu wzbudza wielki szacunek.

Rozmawiamy tu o GloBall z Vani Gnoronwa, jak si okazuje ? dziewczyn z Mozambiku. Vania auje, e nie jedziemy do jej kraju, nasz akcj krtko podsumowuje ?great!?.

Podpisuje si pod nasz ide na specjalnej pice ? robimy fot ? i wodospady Wiktorii zostawiamy w tyle.

Obok wodospadw rozoona jest oczywicie afrykaska machina turystyczna ? bazar z pamitkowym rkodzieem. Z tumu sprzedawcw wybija si jeden sympatyczny, mody mczyzna. Byskawicznie reaguje na nasze pikarskie logo, ktrego peno jest na koszulkach i samochodach. To czytelny znak rozpoznawczy. Golden, bo tak ma na imi nasz rozmwca, jest trenerem w szkce pikarskiej dla dzieci w pobliskiej wsi. Dla nas ? bomba! Szybko podejmujemy decyzj i?

Ruszamy do Mukuni Village.

Boczne, gruntowe drogi prowadz nas tam, gdzie GloBall czuje si najlepiej ? daleko od miasta i asfaltu.

Mukuni okazuje si typow zambijsk wiosk ? mae, okrge chatki z gliny, drewna i sitowia, klepiska, wszystko bardzo schludne, biedne i zamieszkane przez umiechnitych ludzi. Gdzieniegdzie jest prd i coraz bardziej oczywisty w Afryce zasig lokalnej telefonii komrkowej?

Na boisku kilkadziesit dzieciakw trenuje pod okiem kilku dorosych. Wyglda to na idealne dla nas miejsce. Wjedamy obok szatni trenujcego zespou ? ka usiana jest kupkami ubra i butw, ktre dzieci zdejmuj tutaj do gry, by ich nie zniszczy. (My jestemy po testach i dyskusjach ? w kocu gramy w butach, bo kontuzje mogyby nas zdziesitkowa ? a miejscowi po prostu potrafi gra i biega na boso po tych czsto urozmaiconych wszystkim podoach. Ze swojej strony gramy bezkolizyjnie, dotd nie byo adnych fauli ;)

Naradzamy si z trenerem, prosimy o agodny wymiar kary, czyli wybranie do reprezentacji Zambii jak najmodszych graczy ? to w kocu pikarska szkoa, wic mamy do czynienia z maymi, ale jednak zawodowcami. Oczywicie cwaniaki wybieraj niewysokich, ale najlepszych?

W szkce pikarskiej uczy si 50 dzieciakw.

Na stanie magazynowym szkoy s? 2 piki.

Dajemy po meczu 10 globallwek, co zmienia sytuacj i moliwoci edukacyjne szkoy CAKOWICIE. Jako, e boisko jest trawiaste, zapas piek starczy im na duuugo. Nauka gry w nog 50 dzieci za pomoc 2 piek to nieatwa sprawa.

Na boisku jedna grupa trenuje gwkowanie, druga ? bieg z pik w zygzaku midzy pachokami, trzecia wiczy podania. Teraz bd mogli pracowa intensywniej i w wikszej iloci grup. Trenerzy s zachwyceni, dzieci oczywicie te.

Gramy mecz. Sdzi jest po raz pierwszy Afrykanin ? gwizdek wrczamy szefowi szkoy. Nasi rywale to chopaki w wieku 10-14 lat. Nie wygldaj gronie, ale po rozpoczciu gry szybko okazuje si, e pozory myl.

?Ball Possesion? wyglda w pierwszej poowie upokarzajco ? Zambia ma chyba 90% posiadania piki? Nie moemy sobie z nimi da rady ? graj wietnie, wszystkie podania lec z pierwszej piki? S zgrani, szybcy, najlepsi technicznie z wszystkich dotd spotkanych przez nas zespow. Nasz honor ratuj przede wszystkim mae bramki, w ktre ciko jest wbi gola. Dzieciaki, ktre tumnie kibicuj, troch si z nas nabijaj, no i o to chodzi, bo jakikolwiek dystans midzy nami znika dziki temu natychmiast.

Walczymy jak lwy, uywajc na przemian taktyki ?Somosierra? ? to bezadna, dzika szara z pik na bramk zambijsk?

?i taktyki ?obrona Czstochowy? ? to cakowite i paniczne zabetonowanie obron naszej malutkiej bramki w razie afrykaskiego ataku.

Nie ma przebacz, od jakiego czasu walczymy ju na serio o wyniki i w ogle nie odpuszczamy naszym rywalom.

Mimo niekorzystnej dla Polski rnicy w jakoci samego zespou udaje nam si utrzyma rewelacyjny remis 0:0 do koca pierwszej poowy. Huraganowe ataki zambijskie s wci bezradne w obliczu naszej czstochowskiej taktyki. Po zmianie stron postanawiamy nieco zaryzykowa ? wrzeszczymy bojowo ?pressing? i napieramy do przodu ?Somosierr?. Zambia jest zaskoczona ? nie spodziewali si po dziadkach z Polski takiej determinacji i powicenia.

Udaje nam si nawet zrealizowa par sensownych akcji, cho wci mamy taki problem, e ok. 80% naszych poda trafia prosto pod nogi wyrastajcych wszdzie znienacka jak spod ziemi zawodnikw afrykaskich. To si musi kiedy skoczy le, i w kocu w oglnym zamieszaniu pod nasz bramk pada wreszcie gol dla Zambii.

W Meczu Bardzo Towarzyskim Polska-Zambia jest 0:1. Chwil pniej sdzia odgwizduje koniec meczu, a my zziajani schodzimy z boiska zadowoleni z tak niewielkiej przewagi zambijskiej ? mogo by 0:8?

Po meczu ustawiamy si do wsplnego zdjcia, wrczamy piki GloBall i rkawice Reusch dla maego bramkarza. Trener jest zachwycony, okazuje si, e nasze piki to nie tylko towar najpilniej tu oczekiwany, ale w dodatku w tej iloci ? rozwizujcy na odcinku zaopatrzeniowym najwaniejsze problemy caej szkoy na duszy czas.

Zapada zmrok, a my nie mamy miejsca na nocleg. Rozmawiamy z Goldenem, ktry w tym czasie awansowa ju do roli naszego opiekuna i przewodnika. Nie wszystko rozumiemy, ale Golden mwi, e wioska jest wdziczna za piki, mecz i nasze zaangaowanie, i e moemy j lepiej pozna i tu zosta. Jedziemy do serca osady, egnani przez demoniczn czarn koz, ktra pilnuje tutaj boiska.

Pierwszy raz jestemy w centrum takiej miejscowoci. To prawdziwa Afryka. Mukuni to maa wioska. Jej mieszkacy utrzymuj si - jak w caej prawie Zambii - z rolnictwa tzw. ?samoozaopatrzeniowego?, tzn. s w stanie wyhodowa tyle jedzenia, by cakowicie pokryo to ich zapotrzebowanie ? ale niekoniecznie wicej.

Dodatkowe rodki pochodz z rkodziea, sprzedawanego pniej turystom w Livingstone.

W centrum wsi otacza nas tum dzieci, gstnieje te gromada dorosych. Nie wiemy jak si zachowa i czy jest bezpiecznie ? robimy to pierwszy raz. Przed wjazdem do Zambii mocno nas straszono takimi sytuacjami.

Golden przyprowadza nowego rozmwc. Tak poznajemy Kelvina. To mocno zbudowany facet, ktry po angielsku mwi starannie budujc zdania. Kelvin jest bardzo powany ? po chwili dowiadujemy si, e jest ochroniarzem szefa wioski i kim w rodzaju lokalnej siy porzdkowej. Otacza go aura szacunku i ma ewidentnie autorytet. Kelvin tumaczy nam, gdzie tak naprawd jestemy i jak powinnimy si zachowa. Pokazuje te skuteczno plemiennej dyscypliny w wiosce ? na jedno jego sowo tum dzieci znika z placu, utrzymujc duy dystans do nas. Wyglda to wrcz niewiarygodnie ? tum wydawa si nie do okieznania, a tu prosz, pstryk i jest porzdek. Bez adnych negatywnych emocji, po prostu Kelvina naley tu sucha.

Po chwili z rosncym zdumieniem wysuchujemy historii miejsca, do ktrego trafilimy cakowicie przypadkiem ? z powodu pikarskiej szkki. Kelvin pokazuje nam paac szefa wioski.

To waciwie zesp paacowy, cho malutki i skromniutki. Kilka okrgych, bardzo starych chatek, zamknitych w piercieniu parkanw z gliny i somy. Wyglda to bardzo niepozornie, ale Kelvin opowiada nam o tym miejscu niezwykle powanie i z namaszczeniem.

W jednym z budynkw peno jest bbnw ? moemy uy wszystkich, poza jednym, najwikszym, ktry stoi na rodku. To szczeglny bben, nie wolno go dotyka.

Ma? 800 lat (naprawd!!). Suy wycznie do ogoszenia mierci szefa wioski, zwoywania generalnego zebrania caej ludnoci i do celw rytualnych, zwizanych z przywoywaniem deszczu. Brzmi pono tak samo, jak grzmot nieodlegych wodospadw Wiktorii? Kelvin opowiada nam o systemie spoecznym, jaki powsta w Mukuni i obowizuje tu od setek lat. On sam jest jego czci: jako stranik porzdku publicznego w wiosce, nigdy nie pije, nie pali i jest zawsze na subie ? podobne zasady odnosz si do wszystkich, penicych podobne funkcje w organizacji plemiennej.

Zdumiewa nas wiek zabudowa i historia tego miejsca. Niechccy trafilimy do najstarszej wioski w tej czci Zambii, na tyle wanej, e w paacu-chatce, w ktrej wanie siedzimy z Kelvinem organizowane byy spotkania prezydentw Zambii, Zimbabwe i Malawi. Gdy wychodzimy na plac przed paacem, stajemy pod wielkim drzewem. Okazuje si, e okoo 1850 roku zasadzi je w tym miejscu wczesny szef wioski Mukuni wsplnie z Livingston?em. Mukuni byo wtedy najwaniejsz osad w okolicy, i w tym miejscu sawny podrnik i odkrywca symbolicznie zawar z Afrykanami co w rodzaju paktu o nieagresji i nawizaniu przyjacielskich relacji. Pniej, nieopodal, wyroso z tego miasto Livingstone? A Mukuni niezmienione przetrwao do dzi, z wielkim drzewem i majcym ponad 7 wiekw chatk-paacem szefa wioski porodku.

Nasza relacja z Goldenem i Kelvinem rozwija si w kierunku coraz wikszego zaufania i wzajemnej otwartoci. Mimo, e robi si ju ciemno, czujemy si w wiosce tak, jak podczas pierwszego meczu na ulicach kolorowej dzielnicy w Kapsztadzie ? co nas tutaj ju chroni przed zem wszelakim :-)

Rozgldamy si ciekawie dookoa. Wszyscy doroli ludzie wygldaj tutaj przyzwoicie, kady ma na sobie jakie dinsy, czyst koszulk, obowizkowo ? telefon komrkowy. Bied wida bardziej po skromniutkich, tradycyjnych domach i bosych, ndznie odzianych dzieciach. Potem dowiemy si, e pozory dinsowo-komrkowe myl cakowicie ? nasza wizyta w domu u Goldena sprowadzi na ziemi nasze wyobraenia na temat faktycznej sytuacji materialnej tych ludzi.

Zambia to jeden z biedniejszych krajw tego regionu. Wikszo PKB zapewniaj zoa miedzi ? ich zasoby skupuj oczywicie gwnie Chiny, ktre intensywnie penetruj ca Afryk, robic z ni rozlege interesy. Zambia jest grubo ponad dwa razy wiksza od Polski, a zamieszkuje j niecae 10 milionw ludzi. Sporo tu wolnej przestrzeni, co za tym idzie ? rwnie dzikich zwierzt. Na szczcie w bezporedniej okolicy jest spokojnie, moemy bez problemu rozoy nasz obz na boisku pikarskim. Golden jest wci z nami. Rozbijamy obz i bierzemy si za robienie kolacji. Po chwili zgodnie z obietnic zjawia si ponownie Kelvin z wielk, czarn pak tomfa. To jego sprzt, zapewniajcy spokj w caej okolicy. Jako e Kelvin to potny i niewtpliwie silny go, nie ma powodw by wtpi w jego skuteczno. Wraenie na nas robi jednak nie jego postura, ale osobowo ? zachowuje si jak mnich, jest bardzo powanym facetem, traktujcym bardzo serio nas, nasz rozmow i cae spotkanie.

Kelvin i Golden zostaj u nas na noc. To wietna okazja, by ich ugoci i mie czas na dusz rozmow. Paparazzi gotuje kolacj ? dzisiaj mamy spaghetti pommodore, ktre zyskuje uznanie w oczach naszych Goci. Kelvin gra na lokalnej wersji wibrafonu skrzyowanego z duymi cymbakami. Rozmawiamy o wszystkim, co nas tu sprowadza. Dyskusja o religii nie trwa dugo ? tutaj to oczywiste, e wszyscy ludzie s brami, i wierz tak naprawd w jednego i tego samego boga, niezalenie od wiary, jak wyznaj. Ludzie w Zambii s niesamowicie optymistycznie nastawieniu do ycia. Pewnie wynika to z oglnej atmosfery, ktra i nam si tutaj szybko spodobaa i udzielia ? w Afryce nie ma adnych problemw z nawizywaniem kontaktw midzy obcymi sobie ludmi, wszyscy wszystkich cay czas pozdrawiaj, umiechaj si do siebie, jest to dla nas niezwyke ? Europejczycy przy nich to zwyke drtwusy i sztywniaki.

eby nie byo zbyt rowo ? optymizm mieszkacw Afryki jest te pewnie naturalnym lekarstwem, metod na ich czsto trudn sytuacj materialn. Mam tak refleksj ? Afryka to miejsce w swej naturze bardzo odmienne od naszego wiata, a przynajmniej tak byo przed epok odkry geograficznych, niewolnictwa i kolonializmu. To kontynent, na ktrym atwo poczu si szczliwym, to jest jako tajemniczo zakodowane w tej ziemi i powietrzu. Nam si to udzielio, jestemy w tej Afryce zakochani. Afrykanie czuj si tu wietnie i kochaj swoj ziemi. Problemy, ktre ich nurtuj w duym stopniu s skutkiem ubocznym interwencji wiata zewntrznego w afrykask, naturaln harmoni. Jako trzeba w tym nowym wiecie y, co w Mukuni chyba cakiem niele si udaje, cho jest biednie.

Nam w Mukuni podoba si wszystko ? najbardziej ludzie. Czujemy si pod opiek naszych nowych przyjaci na tyle bezpiecznie, e ruszamy po zmroku do centrum wsi. Na boisku nikt nas nie niepokoi, bo taki komunikat zosta wysany przez Kelvina i wszyscy s temu posuszni. Ale dobiegaj nas dwiki muzyki i nie zamierzamy si alienowa we wasnym obozie. Po chwili marszu, z Goldenem jako opiekunem (Kelvin zosta z paroma z nas w obozie) pojawiamy si w lokalnej knajpie.

Wyglda jak bunkier skrzyowany ze wietlic, jest z gliny, ma klepisko, szaf grajc, dwa kolosalne i toporne goniki, z ktrych ryczy miejscowa muzyka (zreszt nieza).

Peno tu ludzi, oczywicie wycznie koloru czarnego. Jestemy tu chyba pierwszymi biaymi w historii ? nasi rozmwcy nie przypominaj sobie, by kiedykolwiek kto o jasnej skrze zjawi si w tym miejscu po zmroku. Kupujemy piwo, odsuwamy si troch od gonikw i zaczynamy rozmawia z ludmi. Jest jak zawsze ? umiechnici ludzie, pena otwarto, mnstwo gestw i opinii ?super, e tu jestecie?.

Oczywicie, gdybym zjawi si tu sam, bez ochrony, jak daje prawo gociny, fakt, e wszyscy wiedz o naszym meczu, misji i pikach ? pewnie skonabym tu ze strachu. Moliwe te, e zostabym okradziony. My mamy swoje uprzedzenia i stereotypy ? a ludzie tutaj s naprawd biedni - a bieda popycha do wystpkw. Niesamowite jest to, e filozofia GloBall, nad ktr intensywnie pracujemy,  dziaa tu tak, jak to sobie wymarzylimy. Ludzie otwieraj si przed nami chtnie, zapraszaj do rodka, rozmawiamy, bawimy si i naprawd gramy razem! Zaczynaj si dyskusje o pice, pogodzie, rodzinach i zabawie.

Po chwili w knajpce zaczynaj si ju wsplne, czarno-biae tace i jest naprawd wietnie, cho Golden jest czujny i pilnuje nas, ebymy si nie rozleli po ciemnych ktach.

Niektrzy mog by tu jednak troch niebezpieczni, cho chyba najbardziej zaley Goldenowi na ochronieniu nas przed pressingiem ? wielu miejscowych za wszelk cen chciaoby z nami zrobi jaki interes, sprzedajc pamitk, handlujc niezwyk, zdewaluowan walut z Zimbabwe lub  nacigajc na piwo.  Oczywicie my i tak chtnie wchodzimy w takie interakcje ? ja kupuj za 1 dolara amerykaskiego banknot o niewiarygodnym nominale 100 Bilionw dolarw Zimbabwe. Fajna pamitka, a przecie ludzie tutaj yj z takich biznesw, jeli moemy ? rbmy je. Nikomu to nie zaszkodzi, a troch pomoe.

Oczywicie Mukuni ju nie oczekuje od nas niczego wicej ? ludzie doceniaj nasz obecno w takim ksztacie, jaki zobaczyli i akcja GloBall jest dla wioski po prostu super wydarzeniem. Myl dzi, e sam fakt normalnej relacji midzy biaymi i niebiaymi, nasze rozmowy i wsplnego wygupy ? s chwilami w tym wszystkim najwaniejsze. Tutaj biali wci s wycznie turystami lub posiadaczami ziemskimi, niewiele osb przeamuje faktyczne granice. Robi to nieliczni podrnicy, pracownicy instytucji pomocowych, misjonarze.

Wracamy do obozu, w ktrym do pnej nocy rozmawiamy z Goldenem i Kelvinem o Zambii, jej ekonomii, tolerancji midzy ludmi, kosztach i realiach ycia. Okazuje si, e Golden, poza trenowaniem dzieci, gra rwnie na bramce. Natychmiast wycigamy profesjonalny model  bramkarskich rkawic Reusch, Goldenowi trzs si rce, kiedy je zakada.

To ju jest prezent z najwyszej pki ? takie rkawice ma w caej Zambii ? od teraz - poza Goldenem - pewnie tylko bramkarz narodowej reprezentacji kraju. Obdarowanemu troch dry gos, jest naprawd szczliwy. S to zwyke ? niezwyke rkawice. Ten moment podsumowuje kto celnym zdaniem: ?now, you have really golden hands?. Wszyscy si miej, idziemy spa w wietnych humorach, Kelvin i Golden ? w naszym namiocie gocinnym, ktry ju po raz drugi jest zamieszkany przez fantastycznych ludzi, jakich mamy nadziej pozna wicej na drodze GloBall.

Rano jedziemy w odwiedziny do Goldena, ktry zaprosi nas do swojego domu. Po raz pierwszy mamy szans odwiedzi normalne, prawdziwe domostwo ? zajrze w kady kt, porozmawia z ca rodzin. Golden ma komrk, fajne dinsy i porzdn koszulk na grzbiecie. Buty co prawda zrobi sobie sam, z opony, ale wygldaj wietnie (kupimy sobie takie na pewno). Dlatego jego dom zbija nas z tropu. To okrga chatka z gliny, o rednicy 3 metrw, w ktrej stoi drewniana rama ka z materacem. Nic wicej. Jest pusto. Nie ma innych ubra, przedmiotw osobistych.

Wyglda na to, e Golden ma tylko dach nad gow, posanie i to, co na sobie? Robi nam si smutno, mocna to emocja.

Rozmawiamy z rodzin Goldena, ktra tymczasem przychodzi z pola, gdzie wszyscy pracuj przy uprawie kukurydzy. Gospodarz (wujek Goldena) ma 70 lat, krzepkie, spracowane rce i pogodne usposobienie.

Obejcie to chata mieszkalna (wiksza od domku Goldena), pena rcznie wykonanych narzdzi, plastikowych butelek i pojemnikw (bardzo cenne s wszelkie opakowania na wod, nie wyrzucamy ich do mieci, butla po wodzie mineralnej, zwaszcza 5-cio litrowa, to wartociowy prezent).

Golden oprowadza nas po caej zagrodzie, wyjaniajc, co do czego suy. Nie ma tu prdu ani biecej wody, wszystko jest tak, jak 100, 200 czy 400 lat temu, poza magnetofonem z radiem na bateri i komrk Goldena.

Jest gobnik, zagroda dla kz, oddzielna chatka-jadalnia, chatka-kuchnia na ktrej palenisku non-stop gotuje si wrztek, kurnik i suszarnia. Wszystko czyciutkie, schludne, nic tu si nie zmarnuje. Dziwna to bieda ? umiechnita, nie godna, ale te pozbawiona caego mnstwa rzeczy, ktre nam wydaj si niezbdne do ycia. Patrz na moich 10 towarzyszy podry (w tym jedn towarzyszk ;)
? i wiem, e kady myli teraz intensywnie i przeywa to, co zobaczy.

To wany dzie dla GloBall.

Troch mdrzejsi ruszamy w drog? Za nami zostaje radosny Golden z rkawicami marze, zaopatrzona w piki szkoa i wioska Mukuni, ktra ju wie, e s biali ludzie, ktrzy nigdy nie kolonizowali Afryki, maj do Afrykanw wycznie wielki szacunek i serca otwarte na ich problemy. W Mukuni na pewno bd o nas dugo i dobrze pamita. My o nich ? jak najbardziej te. Adres do Goldena zapisalimy i na tym nasza znajomo raczej si nie skoczy :-)


Na poegnanie Golden podsumowuje nasze spotkanie i yczy nam, bymy kontynuowali szczliwie nasz misj z takim duchem, jakiego bylimy wsplnie wiadkami w Mukuni Village.

Nastpny mecz ? Dom Nadziei w Lusace.


Dodatkowe informacje